Quo vadis, polska bioenergoterapio?

Istotę bioenergoterapii definiuje się często jako badanie oraz korygowanie zaburzeń energetycznych w polu bioplazmatycznym człowieka – za pomocą strumienia energii zaś zadaniem bioenergoterapeuty jest zlokalizowanie owych zaburzeń i dokonanie korekty, mające na celu usunięcie blokad energetycznych. Świetlistość wiedzy tajemnej tyczącej tych blokad i ich zdejmowania opromienia wszelkie działania uzdrawiaczy, jednak jak mawiają mędrcy – im większe światło tym większy cień. A im mniejsza odległość cienia od obiektu, tym cień jest ostrzejszy. Zatem im bliżej kosmicznej energii, tym cień tak gęsty, że można go kroić nożem. A w cieniu ukryć można wszystko i mądrość i głupotę, i wielkość i małość i kompetencje i ich brak. Ach, zakrzykną oburzeni – my jesteśmy tak doskonale świetliści, że nigdy wejdziemy w ten cień. To prawda, ale dokładnie taka sama, jaka tyczy naszych związków z USA – ci, którzy uważają, że nigdy nie wejdziemy Amerykanom do hmm. „czterech liter” mają absolutną rację z tego prostego powodu, że już od dawna tam jesteśmy.

Bioenergoterapia jest zawodem rzemieślniczym, ale konia z rzędem temu, kto potrafi wykazać wspólne standardy nauki zawodu w rozmaitych ośrodkach. Zresztą po co wykazywać standardy, skoro dyscyplina oparta jest o tak ulotną materię jak energia tak subtelna, że każda próba jej wykazania ośmiesza wyłącznie badacza. Jak można badać to, czego nie ma w świecie materialnym? Przecież bioenergia jest wyłącznie duchowa – mówią niekiedy współczesny jurodiwyj. Tylko że w dawnej Rosji jurodiwyj był człowiekiem nawiedzonym, często skrywającym pod maską głupoty i opętania mądrość i świętość, a u nas odwrotnie (być może w ramach walki z komunizmem)

Trudno zobaczyć mroczną stronę mocy, jeżeli stała się ona codziennością. Jedynym wyjściem jest wyjście z niej właśnie. Inaczej oddamy bioenergoterapię w pacht szarlatanów i fałszywych proroków, a to sprawi, że umrze ona śmiercią naturalnie formalną. Nie ma powodów do niepokoju – mówi się w naszym środowisku. Wszak zostaliśmy nawet umieszczeni w klasyfikacji zawodów i specjalności obok akupunkturzystów w dziale „Praktykujący niekonwencjonalne lub komplementarne metody terapii”, możemy zatem hucznie świętować w cieniu haftowanych sztandarów uspokajają się niektórzy, a większość nie widzi niebezpieczeństwa. Tak jak pasażerowie Titanica przekonani o niemożliwości katastrofy – tańczą, a zegar tyka. Każdy zawód wpisany do wzmiankowanej klasyfikacji łatwo może zostać z niej usunięty. Stało się tak przecież z psychotroniką. Nadto bioenergoterapia stała się w swej klasycznej formie dziedziną mocno skostniałą i tak samo pełną obskuranctwa i ortodoksji jak klasyczna medycyna w jej fundamentalistycznych przejawach. Wydaje się jednak, że należy stanąć ponad podziałami. W dobie tak znacznego postępu cywilizacyjnego bioenergoterpia winna stać się zawodem stricte medycznym z wszelkimi uwarunkowaniami tegoż. Były już daleko posunięte prace w tym zakresie, orędowniczka takiego rozwiązania prof. Magdoń, niestety zmarła i komisja przy ministrze zdrowia, mająca opracować standardy zawodowe przestała funkcjonować. Przecież znakomicie rozwijająca się w naszym kraju Klawiterapia oparta o refleksoterapię, opracowana przez dr Barbasiewicza, znalazła uznanie w oczach przedstawicieli klasycznej medycyny (choć nie wszystkich, rzecz jasna). Stało się tak także dlatego, ze nie odżegnała się od niej, tylko zaadoptowała kanony. Wcześniej w Chinach to samo zrobili specjaliści od akupunktury. Nawołując do porozumienia nie odkrywamy na nowo koła.

Dlatego z wybitnymi polskimi bioenergoterapeutami o niezaprzeczalnych zasługach dla propagowania tej dziedziny wiedzy, przy wsparciu i patronacie miesięcznika Nieznany Świat postanowiliśmy powołać dla pasjonatów roczną szkołę bioenergoterapii o dużych wymaganiach, stanowiącą krok w kierunku połączenia tych zantagonizowanych sfer. Nieznany Świat od zawsze patronował przedsięwzięciom o kapitalnym charakterze i znaczeniu, to zatem, że Redaktor Marek Rymuszko uznał, że rzecz warta jest wsparcia, natchnął nas nadzieją i utwierdził w przekonaniu, że idziemy we właściwym kierunku. Chcemy i mamy pełne kwalifikacje i doświadczenie, by stworzyć szkołę, której absolwenci poznają najlepsze praktyki polskiej bioenergoterapii wzbogaconej o klawiterapię i refleksoterapię,zetkną się z psychologią „energetyczną” i ustawieniami hellingerowskimi , ale także poznają zasady klasycznej medycznej opieki nad osobą chorą i niepełnosprawną,  będą musieli nauczyć się anatomii i fizjologii, zaliczyć wizytę w prosektorium i odbyć praktyki w hospicjum. Jeżeli efektem będzie rezygnacja niektórych z chęci wykonywania zawodu bioenergoterpety po zetknięciu z rzeczywiście chorymi – tym lepiej dla przyszłości tego zawodu. Bioenergoterapia to nie dyscyplina służąca uzdrawianiu zamożnych hipochondryków, choć zdaje się taki pogląd przyświeca niektórym przedstawicielom tego środowiska. Nauka w tej eksperymentalnej szkole będzie najtańsza w porównaniu z wszelkimi innymi szkołami o podobnym profilu, wymagania natomiast bardzo wysokie. Dzięki temu liczymy na udział tych, którzy rzeczywiście chcieliby zając się wytyczaniem nowych dróg, nie boją się wyzwań i ciężkiej pracy. Bo łatwo przez ten rok nie będzie.

 

 

Ryszard Gąsierkiewicz – dyrektor