Mity motywowania – czyli czego uczy nas koronawirus

W obecnej dramatycznej rzeczywistości jest coś co sprawia, że niekiedy ryczę ze śmiechu jak norka, rżę jak koń i tarzam się po podłodze. Przyczyniła się do tego Pandemia Koronawirusa.
Dla jasności – jestem w grupie zdecydowanego ryzyka zakażenia koronawirusem ze względu na wiek i przebyte choroby. Mam wspaniałą żonę i małe dzieci – chciałbym dla nich żyć jak najdłużej i w obecnej sytuacji wcale nie jest mi do śmiechu. Nie są mi obce rozmaite lęki i fobie społeczne mniej czy bardziej uzasadnione. Uważam także, że sytuacja dla wielu osób już jest dramatyczna i serdecznie im współczuję, szczególnie, że sam niedługo mogę jej doświadczyć.
Źródłem mojej niewczesnej napadowej wesołości jest temat zaliczający się do podstawowych kompetencji trenerskich a noszący dumny tytuł MOTYWACJA POZYTYWNA.
Hic Rhodus, hic salta – chciałby się powiedzieć wszelkiej maści ideologom od MOTYWACJI POZYTYWNEJ. No i co powiedziecie na wszelkie wasze dęte tezy o rzeczywistych źródłach zmiany w obliczu obserwowanych społecznych reakcji na kryzys?
Onegdaj byłem w markecie budowlanym i ochroniarz sprawdzał czy wszyscy wchodzący mają czyste ręce. „Czyste ręce u budowlańca?” powiedziałby kiedyś mój majster, a teraz, gdyby był ze mną, pierwszy ruszyłby do butelki z odkażaczem, żwawiej niż kiedyś do flaszki z gorzałą. Kiedy widzimy nagle zaistniały porządek i dyscyplinę, dbałość o higienę i zdrowy styl życia w ogóle – to u mnie, przesyconego ideologią motywacyjną, rodzi się pytanie – co je wywołało POZYTYWNE MYŚLENIE CZY PRYMITYWNY STRACH???!!!
Oczywiście strach można przeformułować osobliwie jak jest się trenerem, coachem lub pomagaczem innej rangi nadając mu wzniosłe konotacje: troski, odpowiedzialności, dojrzałości społecznej itp. itd. ( to itp. itd. na kursie kreatywności i zarządzania poprzez wartości), dalej jednak będzie to po prostu STRACH.
W tym kontekście, traktując to co się dzieje jako badania terenowe najwyższej próby, należałoby już na poważnie zadać pytanie, co rzeczywiście generuje zmianę, a co jest wyłącznie poprawnym politycznie i ideologicznie źródłem „łojenia kasy” poprzez produkowanie szkoleń motywowania przez wartości, przez cele, przez relacje itp., itd. które zresztą jako wieloletni praktyk biznesowy zawsze uważałem jako dęte.
Idąc dalej ponownie należałoby ideologię poddać weryfikacji szczególnie w zarządzaniu i przestać się wzniośle oszukiwać. Niestety od dawna wiadomo (por. A. Koźmiński, W. Piotrowski, Zarządzanie. Teoria i praktyka, PWN, Warszawa) że stosując bodźce ujemne uzyskujemy bardzo wyraźny wpływ na otoczenie. Poczucie zagrożenia stosunkowo łatwo uruchamia silniejsze dążenia i wyzwala więcej energii. Jest ono także mniej kosztowne, ponieważ łatwiej jest coś zabrać lub zagrozić utratą już posiadanych korzyści, niż stworzyć nadzieję otrzymania czegoś, szczególnie wówczas gdy będzie to trudne do spełnienia. Oczywiście kierowanie się motywacją negatywną wywołuje pewne spustoszenia w osobowości. Pomimo szeregu pozytywnych aspektów, motywacja ta oczywiście może prowadzić do braku satysfakcji i do demotywacji, jednak jej rola w wielu przypadkach wydaje się niezastąpiona.
Aby nie pozostać w tyle za każdym kto kryzys wykorzystuje do pomnażania środków np. sprzedając bezpłatne narzędzia do e-learningu z instrukcją za 300 zł lub maseczki warte 0,75 zł za 20 informuję, że wpadł mi do głowy pomysł całkiem odlotowy – otóż zbieram pieniądze na sfinansowanie szkolenia – Jak bić nie pozostawiając śladów czyli zastosowanie motywacji negatywnej w kształtowaniu pozytywnych postaw pracowniczych i nie tylko.
Zgodnie z regułą marketingu internetowego wzywam do podjęcia aktywności, lajkowania, polecania a przede wszystkim dokonywania przedpłat. Dla pierwszych 300 osób kwota w promocji 300 zł, dla następnych 3000.
To coś to efekt konfrontacji rzeczywistości z nadmuchanymi jak stratosferyczny balon koncepcjami tworzonymi na podstawie niewątpliwie głębokich przemyśleń nadętych wiedzą teoretyków. Koncepcje te oczywiście, jakżeby inaczej, za każdym razem potwierdzone są przez badania dopasowane do wcześniej założonego wyniku (bo tylko głupi by robił badania dobierając narzędzia obalające własne hipotezy). Te „udowodnione” prawdy korzystając ze społecznych dowodów słuszności (np. tytułów naukowych czy etykiet w postaci super trenera rozwojowego czy coacha – patrz nieudanego wcześniej sprzedawcy, nauczyciela czy menadżera) umieszcza się następnie w świecie biznesu, bo tylko ten świat może zmonetyzować wysiłek stworzony na udowadnianie koncepcji i przekształca się w coraz nowe algorytmy skutecznego działania. Ponieważ udany menadżer, sprzedawca czy biznesmen, żeby przetrwać, krzątać się musi wokół własnego rynku i nie ma czasu na pierdoły więc nie ma także czasu aby krytycznie koncepcje teoretyków weryfikować, tylko je kupuje, licząc, że dzięki nim nie będzie musiał płacić pracownikom (bo trenerzy przekonają ich o tym na kursie motywacji pozafinansowej) a sprzedaż dzięki trójstopniowemu kursowi sprzedaży wzrośnie o 50% (jeżeli nie wzrośnie to trener przekona go, że to z powodu braku szkoleń utrwalających wiedzę).
Szczególnie podniośle brzmią koncepcje motywacji pozafinansowej, należącej do głębokiego nurtu jedynie skutecznej MOTYWACJI POZYTYWNEJ (przez wartości, przez cele, przez relacje itp., itd.) i one w ostatnim czasie stały się źródłem moich licznych refleksji.
Przyczyniła się do tego Pandemia Koronawirusa.
Hic Rhodus, hic salta – chciałby się powiedzieć wszelkiej maści ideologom od MOTYWACJI POZYTYWNEJ. No i co powiedziecie na wszelkie wasze dęte tezy o rzeczywistych źródłach zmiany?